Kolejny "Polny dzień" za nami. Jak zwykle szalony, wyczerpujący i dający kupę satysfakcji. Zaczęło się od deszczowej pogody. Rozwieszanie anten to zazwyczaj kupa śmiechu, kiedy koledzy nie mogą dorzucić lub celnie umieścić linki na pobliskim drzewie. Ze względu na start w kategorii non-assisted, wybraliśmy antenę typu delta o wymiarach wg. SP7LA. Szybkie pomiary przez Michała SQ7PGP pokazały że wykonana przez niego antena działa perfekcyjnie. Jarek SP7WTC przyjechał na miejsce przyczepą kempingową, w której było wystarczająco miejsca by pomieścić zarówno stację, jak i przespać się. Mieliśmy nawet zaplecze socjalne w postaci kuchni. Po rozłożeniu wszystkich radiowych sprzętów ruszyliśmy do boju. Nie obyło się bez niespodzianek. Agregat mamy chyba wpisany w rozkład jazdy zawodów, tym razem okazało się że pomimo iż odebraliśmy go wprost z serwisu, świeca była tak brudna że agregat po prostu zgasł i nie chciał dalej pracować. Szybkie czyszczenie przywróciło go do życia, jednak nad ranem zastała nas kolejna niespodzianka.

Rolnik przeganiający krowy wzdłuż rzeki wybrał sobie trasę wprost przez nasze obozowisko. Niestety krowa, która zawinęła się w przewód antenowy mało nie wyciągnęła radia z kempingu, a nasza antena po prostu została zerwana. Nie na żarty się wystraszyłem kiedy Jarek oznajmił że padł wyświetlacz, na szczęście okazało się że nie w radiu i nie wyświetlacz, tylko wypięty przewód spowodował przejście laptopa w tryb uśpienia.

Przez same zawody mieliśmy piękną pogodę, udało się zjeść kiełbaskę z ogniska i podyskutować do późnych godzin wieczornych.  Koniec zawodów przywitał nas ponownie deszczem, pomimo tego wszystko udało nam się sprawnie zwinąć. Skończyliśmy z satysfakcjonującym wynikiem i nowymi doświadczeniami i to jest najważniejsze. Do usłyszenia za rok.